Prawo do smutku

20 Wrz

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERABędzie o smutku. Za oknem smutno, wszyscy przeziębieni, więc pasuje.

Zaczęło się od tego, że Młody Duży chciał iść na grzyby, ale jego telefon się rozładował. Na to dostał wspaniałomyślną propozycję od taty “weź mój, ale nie zgub”. Rzecz jasna, oczywista i samonasuwająca się w tej sytuacji – zgubił… Zrobiliśmy wyprawę poszukiwawczą, wróciliśmy mokrzy, bo w międzyczasie padało, a telefonu nie znaleźliśmy. Mówi się trudno. Jednak cała ta wyprawa i ciągłe rozmowy o tym telefonie bardzo wpłynęły na Mi, bo ciągle wraca do tematu. No i wczoraj znów zaczęła – przyniosła rysunek, na to ja, że wygląda jak komórka (miałam na myśli taką organiczną!), a ona, że taty komórka leży w lesie. A tata żartobliwie, że pewnie jej smutno tak samej, a Mi w płacz, że ona tam bez mamy (dla niej myśl, że ktoś może być bez mamy jest najsmutniejszą rzeczą na świecie), a tata, że tam było pierwsze zdjęcie Mi ze szpitala… no i histeria na całego. A na moje protesty, mąż oświadczył, że każdy ma prawo do smutku. I nie musi być tylko wesoły i radosny.

Dziś o tym myślałam i przyszło mi do głowy coś, co Agnieszka Stein powiedziała na webinarium o dorosłej złości: że rodzic, którego dzieci się kłócą, biją itd. MUSI pozwolić sobie na żałobę. Bo miał wizję swoich dzieci, tego jak wspaniałym rodzeństwem będą, a tu… niestety… I trzeba tę wizję pogrzebać i pozwolić sobie na żałobę i smutek. Dopiero wtedy pojawi się miejsce na akceptację tego, co jest.

I tak mi się jeszcze pomyślało, że nie dajemy ani sobie, ani dzieciom prawa do bycia smutnym. A smutek nie jest taki zły. I jest potrzebny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *