Pieluchy wielorazowe

20 Sty

Pieluchy wielorazowe – nie będę pisać, czy warto. Zakładam, że jeżeli ktoś tu trafił, to przeczytał już te wszystkie informacje o szkodliwości pampersów, o tym, że zalegają na śmietnikach i że w ostatecznym rozrachunku znacznie bardziej obciążają kieszeń. Zamiast tego chciałam napisać o tych pieluszkach, które się przewinęły przez moje ręce i… pupę dziecka.
Kiedy moje starsze dzieci się rodziły, byłam niejako skazana na pieluchy wielorazowe. Nie dlatego, że nie było jednorazówek, były one dla nas zwyczajnie za drogie. Kupienie paczki pieluch stanowiło poważną pozycję w naszym rodzinnym budżecie, dlatego używaliśmy ich tylko na wyjazdy i na noc. Na co dzień była tetra i ceratka. Taki nieprzepuszczający materiał, folia właściwie, odpowiednio wycięty, który się wiązało po bokach. Zalety: tanie (kosztowało to kilka złotych), łatwe do prania, a jak się zniszczyło, łatwe do zastąpienia. Wady – dzieci nagminnie miały odparzoną pupę, mimo częstego przebierania. Wpływ na to pewnie miała też ich alergia, ale fakt pozostaje faktem. Tetra – kwadratowy (w teorii, bo w praktyce robił się mniej lub bardziej prostokątny) kawałek luźno dzianej bawełny. Składany prosto: na pół, na pół, na pół. Prany co 2-3 dni. Nie bawiliśmy się w prasowanie,ale samo pranie, strzepywanie, wieszanie (trzeba było złożyć na pół i powiesić równiutko, żeby potem było łatwo złożyć) i składanie zajmowało te 30-45 minut. Wprawdzie co 3 dni, ale jednak. Szczerze mówiąc, nie cierpiałam tego, dlatego kiedy okazało się, że jestem w ciąży, ogłosiłam: tylko jednorazówki.  Trafiłam jednak na informację o nowych, innych pieluchach wielorazowych i zdecydowałam się, że jednak, jednak je kupię. Wybór był jednak bardzo trudny, nie spodziewałam się, że jest tego tak strasznie dużo! O moich wyborach wkrótce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *