DadaTak siedzę i nic nie robię (Taaaak, ostatni dzień wolnego, niedziela, a ja wstałam o 6. Bynajmniej nie z własnej woli.), więc postanowiłam umieścić wpis o owych słynnych pieluchach niemal idealnych. Wprawdzie u nas funkcjonują głównie wielorazówki, ale nie tylko. O pieluchach Dada naczytałam się sporo, koleżanka zachwycona, więc też chciałam je przetestować. 

W tym celu udałam się do Biedronki, gdzie po przebyciu długiego labiryntu utworzonego przez półki ustawione tak, że nie da sie pójść na skróty, doszłam do półki z pieluchami, na której nie było naszego rozmiaru. Zdybana pani z obsługi oświadczyła, że jutro będą. Nazajutrz poszedł mąż, polabiryntował i wrócił z niczym. Biedaczek podejmował jeszcze 2 próby w ciągu następnego miesiąca – z tym samym skutkiem, więc sobie odpuściłam. Ale pojechaliśmy nad morze, pieluchy się kończyły, obok była akurat Biedronka, więc… wreszcie mogłam sprawdzić czy to cudo, to faktycznie cudo.

Pierwsze wrażenie, jeszcze przy kasie – bardzo pozytywne. Cena za jedną pieluchę wychodzi poniżej 50 groszy. Porównując to z ceną dwukrotnie wyższą za Pampersy Premium Care… Jest to interesujące rozwiązanie dla naszej kieszeni. Po wyjęciu pieluchy z paczki wrażenie również dobre: rozciągliwe boczki, elastyczny tył, pielucha miękka (nie jak z papieru), dość cienka, falbanki wokół nóżek zabezpieczające przed wyciekaniem. Rozmiarówka jest dobra – okazały się być zgodne z rozmiarem, który producent deklarował na opakowaniu.

Pierwsze testy na żywym organizmie wypadły nieźle. Chłonność pieluch jest przyzwoita, jednak po intensywniejszym sikaniu wilgoć jakby wychodziła na zewnątrz i całe ubranie było wilgotne. Ta „żabowatość” pieluch stopniowo studziła moje uwielbienie. Potem niby było okej, niby pieluchy fajne, ale… no właśnie. To małe „ale” sprawiło, że kolejnej paczki nie kupiliśmy…