„Metoda Montessori w domu” – recenzja GadżetoMamy

30 Mar

Od sklepu Domowe Montessori dostałam do zrecenzowania książkę „Metoda Montessori w domu” Delphine Gilles Cotte. Chciałam zatem o niej kilka słów napisać także jako GadżetoMama.

Praca czy zabawa? Montessori czy elementy Montessori?

Książka jest w niezbyt dużym, poręcznym formacie, opatrzona podtytułem „80 zabaw edukacyjnych” i to jest informacja kluczowa. Książka nie jest poświęcona pedagogice, metodzie, zasadom Montessori, są to zabawy, które w dość luźny sposób nawiązują do owych zasad i wykorzystują wybrane jej elementy.

Spis treści z książki

Tak prezentuje się spis treści

Jeżeli szukasz:

  • podstawowych informacji na temat pedagogiki Montessori;
  • kilku pomysłów na to, jak zaaranżować przestrzeń, jak przechowywać pomoce;
  • przepisów na to, jak stworzyć ciekawe zestawy do zabaw edukacyjnych i jak je dziecku prezentować;
  • sposobów na to, jak wykorzystać powtórnie rzeczy zbędne;
  • inspiracji, jak wspierać i rozwijać samodzielność dziecka;
  • poradnika z fajnymi zabawami dla dziecka w wieku przedszkolnym;

to ta książka jest dla Ciebie. Tu kupisz ją tanio, a przy okazji zaopatrzysz się w rzeczy potrzebne do wykonania zestawów podobnych do tych z książki.otwarta książka

Sympatyczne wyjaśnienie sensu udostępniania dzieciom sprzętu do sprzątania

Natomiast jeżeli jesteś po kursie i masz za sobą lekturę książek samej Marii Montessori, czy choćby M. Mikszy „Zrozumieć Montessori”, to ta książka Cię rozczaruje. Dlaczego?

– Cała filozofia Montessori sprowadzona została do 4 stron. Siłą rzeczy wszystko jest szalenie uproszczone. Sprowadza się do oczywistości w rodzaju „wspieraj i rozwijaj samodzielność dziecka”. Być może ktoś uzna to za plus.

– Zamiast tak charakterystycznych dla Montessori określeń: praca, materiał, pomoc, mamy: zabawę i zabawki. Mimo mnóstwa cytatów (czasem brzmiących jakby trochę inaczej – pewnie efekt tłumaczeń), mnie w tej książce brakuje montessoriańskiego ducha: tego ogromnego szacunku dla dziecka, zachwytu nad nim i jego pracą.

– Nie ma tu klasycznych materiałów Montessori – jest kilka swobodnych wariacji na ich temat, czy z wykorzystaniem pomocy podobnych (puszki szmerowe, szorstkie tabliczki). Stricte montessoriańska jest tylko różowa wieża, bo nawet czerwone belki stały się niebieskimi klockami.

– Jeśli zajmujesz się pedagogiką Montessori i prowadzisz własnego bloga, to z tego, co zrobiłaś i napisałaś na ten temat, pewnie stworzyłoby się podobną książeczkę i to bez większego trudu. Przynajmniej ja kilka takich polskich blogów umiem wskazać. Tym bardziej razi mnie notatka: „Pomysłodawcę i twórcę pomocy do zaproponowanych w książce ćwiczeń chroni prawo autorskie, dlatego zestawy do tych ćwiczeń nie mogą, bez zezwolenia, być wykorzystywane do celów komercyjnych.” Przypisywanie sobie praw autorskich do zestawu typu: „koszyk, skarpetki i klamerki do bielizny”, czy „pudełko, kredki i temperówka”, wydaje mi się ogromnym nadużyciem. Także w stosunku do spuścizny po Marii Montessori.

Dziecko pracuje z różową wieżą

Dziecko żonglujące elementami różowej wieży…?

 

Podsumowując: jeśli chcesz wprowadzić elementy pedagogiki Montessori do swoich zabaw z dzieckiem, sprawić, aby jego zajęcia stały się bardziej celowe, to ta książka z pewnością Ci się przyda. Jeśli jesteś miłośnikiem Montessori, masz za sobą kilka lektur, czy kurs – w tej książce nie znajdziesz nic przydatnego czy nowego.

Na koniec uwaga edytorska skierowana do wydawnictwa – jestem zszokowana, że teksty, które są pisane „odręcznie” wykorzystują darmowy font Elementarz (czy coś podobnego), w którym litery się nie łączą. Font z rodziny „Alfabet szkolny” z pięknymi i przemyślanymi ligaturami, licencją do użytku komercyjnego kosztuje… uwaga… 246 złotych brutto. W dodatku firma Kentype co jakiś czas proponuje ceny promocyjne, sięgające nawet 50%. Wydawnictwo RM – naprawdę nikt nie wpadł na pomysł znalezienia odpowiedniego fontu? Bo nie wierzę, że to względy finansowe…

fragment książki - cytat

Cytat znany lepiej w brzmieniu: „Nigdy nie pomagaj dziecku w zadaniu, co do którego czuje ono, że sobie z nim poradzi.” – czy gorsze tłumaczenie, rzecz dyskusyjna, za to ten font paskudny!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *