Edukacja domowa, a podręczniki (klasy I-III)

29 Mar

Rodzice uczący w Edukacji Domowej nie mają łatwego życia. Teoretycznie obowiązuje ich (a raczej ich dzieci) podstawa programowa. Jednak napisana jest mało przystępnym językiem, czasem się zmienia, dlatego też najczęściej opierają się na wymaganiach, jakie otrzymują od szkoły. No i tu znowu problem, bo czasem te wymagania są bardzo ogólne, czasem zbyt szczegółowe i nie do końca jest jasne, jak je ugryźć. W takich wypadkach rodzice sięgają po podręczniki i po prostu realizują temat za tematem, ufając, że autor programu i podręcznika wiedział co robi. Podobnie zresztą postępują nauczyciele, choć oni mniej kierują się zawartością programu, a bardziej jego obudową…

Podręczniki w Edukacji Domowej

Podręczniki w edukacji wczesnoszkolnej realizowanej w ramach ED są w zasadzie zbędne, bo lepiej podążać za dzieckiem (napiszę o tym więcej przy innej okazji), ale czasem się przydają. Dlaczego rodzice chętnie po nie sięgają? Z kilku powodów:

  • Podręcznik = plan. Zamiast programu czy rozkładu materiału (z niego przede wszystkim korzystają nauczyciele) można korzystać z samych podręczników. Są one mocno związane z cyklem 4 pór roku oraz świąt. Jeśli będzie się robić pewną ilość materiału dziennie, to tematyka świąteczna wypadnie dokładnie w okolicy świąt, a omawianie pierwszych oznak wiosny wczesną wiosną.
  • Podręcznik = realizacja materiału. Jeżeli będziemy solidnie wykonywać ćwiczenia, rozwiązywać zadania, czytać opowiadania, to nie ma obaw, że coś nam umknie. W podręcznikach jest wszystko, co ma być, a nawet trochę więcej.
  • Podręcznik = wsparcie metodyczne. Każdy rodzic wie, jak dodawać czy mnożyć, więc w zasadzie powinien umieć tego dziecko nauczyć. Z jakiegoś powodu jednak dziecko nie umie jego tłumaczenia zrozumieć. W takich wypadkach podręcznik pokazuje inne podejście, tłumaczy w inny sposób, na innych przykładach. Nie daje to gwarancji, że dziecko zrozumie (czasem bywa wręcz odwrotnie), ale może pomóc, wyjaśnić na czym polega dopełnianie do dziesiątki, czy pokazać, że liczby typu 13+15 można zsumować na kilka sposobów, o czym rodzic zapomniał, bo sam stosuje jedną, sprawdzoną przez siebie, strategię. Dziecko może woleć inną.
  • Podręcznik = materiały. Wszystkie w jednym miejscu – zamiast przekopywać półki z książkami czy zasoby internetu, tu wszystko jest: czytanka, pytanie, rozsypanka wyrazowa, układanie zdań i jeszcze zagadka. Ładnie, zgrabnie do tego kolorowa ilustracja i naklejki.
  • Podręcznik = oszczędność. Oszczędność czasu rodzica, który nie szuka, nie wybiera, a zdejmuje książki z półki. Oszczędność pieniędzy – choć cały box jest dość drogi, to jeśli przeliczymy to na kolorowy wydruk tych wszystkich materiałów, może się okazać, że choć to duży jednorazowy wydatek, to i tak się opłaca. Oszczędność nerwów rodzica, który usiłuje wymóc systematyczną pracę – pokazuje wtedy dziecku, odkąd dokąd musi danego dnia zadania zrobić i już. Czasem to ułatwia życie, szczególnie w przypadku dzieci, które lubią widzieć, gdzie jest koniec ich pracy.
  • Podręcznik = oddajmy cesarzowi, co cesarskie… Zróbmy to minimum, które jest wymagane na egzaminie, a potem zajmijmy się tym, co fajne i ciekawe. Dziecko z takim podejściem potrafi się uwinąć z zadaniami z matematyki, czytaniem i pisaniem w godzinę. Nie każde, nie zawsze, ale czasem się zdarza.

Co ja wybrałam?

W tym roku do pracy z córką (pierwsza klasa podstawówki) wybrałam tylko 2 pozycje:

“Kocham szkołę” (nomen omen) – do nauki czytania i pisania, ponieważ jest to jedyny podręcznik do nauki czytania metodą symultaniczno-sekwencjną. Pozwala nam na kontynuowanie nauki czytania sylabami, ale też przyzwoicie wprowadza litery pisane, przede wszystkim oferuje dużo łączeń (dziecko czyta sylaby w podręczniku, w ćwiczeniówce (2 części) pisze je – rozpoczynając z wielkiej lub małej litery). Czcionka jest bezszeryfowa, teksty zbudowane w oparciu o metodę sylabową, sporo ćwiczeń usprawniających lewą półkulę mózgu, korelacja z przyrodą (bardzo pobieżna) i muzyką. Największa wada tej książki to ilustracje. KOSZMARNE. Ja nie wiem, dlaczego wszystkie materiały związane z tą metodą muszą być tak fatalne ilustracyjnie, no ale są. W mojej opinii, rzecz jasna, bo może komuś się podobają. Mnie rażą, męczą i z niecierpliwością czekam, aż ćwiczenia skończymy i wyrzucimy. Kosztują też dużo za dużo jak na zawartość.

“Matematyka – ćwiczenia dla klasy 2, Lokomotywa”. Zeszyt ćwiczeń do matematyki wybrałam, ponieważ przygotowywanie urozmaiconych zadań zajmowało mi sporo czasu, a tu wycinanki, naklejanki, zadania z treścią – młoda rozwiązuje, a ja mam spokój i tylko czuwam obok, zerkając co robi, na koniec sprawdzam. Dziewczę liczy sprawnie, więc wzięłam książkę do klasy 2, żeby się nie nudziło. Wybrałam Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe, bo ma renomę takiego, które nie idzie na łatwiznę i ma książki na niezłym poziomie. Korzystaliśmy z ich książek na etapie gimnazjum – “Matematyka z plusem”, kiedy więc przyszło do wyboru czegoś z zakresu kształcenia początkowego, uznałam, że zaufam “Lokomotywie”. No i wszystko szło całkiem ładnie, aż do rozdziału poświęconego mierzeniu.

Jak 7+4+3 daje 13,6 – nowa matematyka

Co i rusz media społecznościowe obiegają fotografie co ciekawszych “łamigłówek” z podręczników, czyli błędów, nieścisłości, dziwnych skojarzeń. Zwykle wzruszam tylko ramionami, bo mylić się jest rzeczą ludzką, a poza tym te wyśmiewane błędy, to najczęściej niezręcznie sformułowane zadania, które dla jednych jasne, dla innych niezrozumiałe. Jednak dziś znalazłam w podręczniku do klasy II szkoły podstawowej – “Matematyka, część 2, Lokomotywa” błędy, które w moich oczach dość mocno dyskwalifikują całą serię.

Zaczęło się od zadania, w którym trzeba było pomierzyć różne narysowane kredki, ołówki i przybory – pokazałam dziecku, jak mierzyć i lekko się zdziwiłam – w podpisie 6cm, a jest 5,8. Cóż, machnęłam ręką, powiedziałam: wpisz, ile ci wyszło. Osobiście wolałabym, żeby wychodziły liczby bez ułamków dziesiętnych, ale niech się dziecko uczy. Dziecko problemu nie widziało i dzielnie mierzyło: 8,8cm; 6,7cm. Następne zadanie: “Zmierz długości kolorowych kawałków paska. Ustal bez mierzenia, jaką długość ma cały pasek.” Dziecko mierzy: 4,9cm; 5,9cm; 2,9cm. Dodaje. Myli się – ułamków dziesiętnych jeszcze nie miało. Tłumaczę jeszcze (jak kto głupi), że to na pewno chodziło o 5cm, 6 i 3cm i ile to będzie razem? “Mamo, ale jak mierzę wszystkie razem, to jest 12,7!”. No jest. W tym momencie sprawdzam linijkę, porównuję ją z innymi, bo może linijka jest kiepska? Niestety wszystkie pokazują ten sam błąd. Kolejne zadanie: podziel pasek na części – 4, 7 i 3 cm. A cały pasek ma… 13,6cm.

fragment podręcznika

Sprawdziłam pozostałe zadania z tego rozdziału – wszystkie są rozjechane. Mierzenie odcinków, obwodów figur, wyjaśnienia, że 1 cm to 10mm – wszystkie zadania mają ten sam błąd – przy 1 centymetrze niemal niezauważalny, przy 10cm sięgający 3mm. Robienie tych zadań nie ma sensu, szkoda frustracji dziecka, zadania narysuję sama. Tylko… po co kupowałam podręcznik?

Przydałaby się morał tej opowieści… będzie taki: Rodzice! Bądźcie czujni! Bo wydawcy, korektorzy i  konsultanci podręczników czujni nie są. Zanim wybierzecie podręcznik, zastanówcie się, czy jest on naprawdę konieczny i potrzebny, jak się wydaje…

4 komentarzy w “Edukacja domowa, a podręczniki (klasy I-III)

  1. Nie ze wszystkimi tezami się zgadzam. Po pierwsze podręczniki wcale nie uczą rodzica jak metodycznie pracować z dzieckiem. Chyba, że masz na myśli podręcznik dla nauczyciela a nie podręcznik dla ucznia. Po drugie wcale nie zgadzam się, że podręczniki są tańsze niż wydruk. Mam ze swoją drukarką dokładnie odwrotne doświadczenie. Po trzecie podręcznik to jednak ograniczenie. Ograniczenie do metod typowo szkolnych. I w końcu. Bez podręcznika też się uwinie z materiałem w godzinę 😉

  2. My pracujemy tylko na podręcznikach, zgadzam się z oszczędnością czasu i pieniędzy,zwłaszcza że mieszkamy na wsi i prowadzimy własne gospodarstwo,więc tego czasu zawsze brakuje. Martwilam się, że praca z podręcznikiem to za mało, ale chyba niepotrzebnie. Dzieciom też taka metoda odpowiada, nie lubią pracować na drukowanych.
    Podziwiam rodziców, którzy pracują bez podręczników, nie wiem jak oni to robią.

    • W drugiej klasie wzięłam to, co miałam na półce, bo przyszedł wrzesień, jakieś ogromne wydatki, małe dochody i po prostu nie było jak grymasić. A na półce stało “Razem w szkole”… tylko takie sprzed 2 reform. Nie wiem, czy te książki bardzo się zmieniły… są jednak dość przyzwoite. Bez wzlotów, ale i bez upadków, że tak to ujmę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *