Kaszki – Nestle, BoboVita, Hipp?

24 Cze

Moje starsze dzieci miały uczulenie na mleko/jajko/nie wiadomo co, więc z kaszek błyskawicznych jedli tylko kaszkę ryżową. Bez dodatków, bo i one były podejrzane. Z mlekiem też były ciągłe kombinacje, a to kozie, a to sojowe… Kiedy więc moja najmłodsza pociecha okazała się nie być na nic uczulona, znalazłam się w kaszkowym raju i wreszcie mogłam wypróbować różne mleczne, a błyskawiczne…

Oczywiście zaczęłyśmy od kaszek bezmlecznych, przygotowywanych na wodzie, soku lub mleku maminym. Tu królował najzwyklejszy kleik ryżowy Nestle, który się dobrze rozprowadza w wodzie, nie tworzy grudek, jedyna jego wada polega na tym, że choćby nie wiem jak mało go wsypać, zawsze jest za gęsty.

Potem sięgnęłyśmy po kaszki smakowe, takie dla najmłodszych, to znaczy: z bananem, morelą, maliną, a wreszcie po kaszki mleczno – ryżowe. Tu na rynku królują trzy firmy: wspomniane już Nestle, tańsza BoboVita i Hipp. Mimo ogromnej ilości błyszczących torebeczek na półkach sklepowych, krążymy cały czas wokół tych samych owoców. Można by zatem powiedzieć, że kaszki te niczym się nie różnią. Otóż różnią się.

Najlepsze w mojej opinii jest Nestle: duży wybór smaków (pyszna truskawka), łatwo się rozprowadzają na gęsto i na rzadko (do picia z butelki). Trzeba jednak patrzeć na wielkość opakowań, są bowiem takie 230g i mniejsze, 180g. Me serce, a córci podniebienie, podbił jednak Misiowy Ogródek czyli kaszki nie na słodko: z brokułem, groszkiem, dynią, marchewką – można je dosypywać do zupki, żeby była gęstsza. Numer jeden to jednak kaszka “trzy owoce” i “pięć owoców”. Cena także jest najsympatyczniejsza, bo najniższa z tych trzech.

Hipp: irytuje mnie podwójnym opakowaniem. Oprócz torebki z folii i aluminium, do wyrzucenia mam jeszcze spory kartonik. W dodatku jakiś taki oszukujący – wieeelkie opakowanie, a torebeczka w środku malutka. No wiem, że 250g to i tak więcej niż Nestle, ale w przeliczeniu na kilogram Hipp i tak jest najdroższy. No i mam 2 śmieci do wyrzucenia zamiast jednego.

Na koniec BoboVita. Na początku kupowałam zamiennie z Nestle, bo wydawała mi się tańsza (uważne przeliczenie ceny/kilogram jednak sprostowała ten obraz), jest też spory wybór smaków, ale… nie wiem czemu, ale ta kaszka ma lekki chemiczny – sztuczny zapach, to znaczy pachnie jakby aromatami, nie owocami. Z mieszaniem jej też różnie bywa, bo robiły się w butli grudki i smoczek się zatykał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *