Edukacja domowa i praca – jak to pogodzić?

23 Mar

Takie pytanie często zadają sobie (i innym) rodzice planujący taką formę edukacji dzieci. Szkoły i przedszkola bowiem oprócz funkcji edukacyjnej są przede wszystkim placówkami opiekuńczymi. Bardziej się opłaca zatrudnić jedną osobę (niechby nawet dwie), aby sprawowały opiekę nad 30 dzieci. Wtedy ich rodzice mogą iść do pracy. Kiedy dziecko nie idzie do szkoły – od razu pojawia się problem – czy rodzic nie idzie do pracy?

Wszystko zależy od modelu danej rodziny i jej stylu życia. Taka odpowiedź pada w zasadzie na każde pytanie o ED… Jednak można zaobserwować kilka w miarę często powtarzających się modeli.

Jeden rodzic pracuje, drugi uczy dzieci

Jeśli dzieci są małe i jest ich więcej, to w zasadzie jedyne sensowne rozwiązanie, ponieważ opłacenie niani/guwernantki/opiekunki/zajęć dodatkowych dla większej grupki dzieci to jednak spory koszt – na tyle duży, że mama (bo najczęściej jest to mama) zostaje w domu, przygotowuje i prowadzi zajęcia, opiekuje się dziećmi. To praca na pełny etat, w dodatku z nadgodzinami. Ten model wymaga dużej odporności na teksty w rodzaju: Ale ci dobrze! Siedzisz w domu i nic nie robisz…

Jeden rodzic pracuje, drugi uczy dzieci i dorabia

Jeśli dzieci są starsze, jest ich mniej, to można próbować takiej metody. Potrzebna jest jednak praca, która daje taką możliwość oraz naprawdę dobra organizacja. Pracować można wcześnie rano i późno wieczorem (gdy dzieci śpią), ale też w ciągu dnia (gdy się bawią, czytają). Sprawdza się tu każdy zawód wykonywany tylko na komputerze (pisanie, tłumaczenie, projektowanie, programowanie, księgowanie), choć pewnie i inne też, nawet jeśli wymagają wyjścia do pracowni czy rozłożenia stanowiska pracy. Taki układ wymaga sporej elastyczności, ciągłego odrywania się od pracy i wracania do niej – nie każdy to potrafi. Ponieważ ja pracuję właśnie w ten sposób, to na koniec mogę jeszcze dodać, że należy tak organizować dzień, żeby wieczorem mieć “wolne”. Odkładanie pracy na wieczór powoduje, że cały dzień jesteśmy w pracy i nigdy z niej nie wychodzimy, a to nie jest zdrowe ani dla rodziny, ani dla małżeństwa.

Praca na zmiany

Są zawody, w których praca na zmiany jest konieczna – można je tak ustawić, że dzieci mają cały czas zapewnioną opiekę rodziców, ew. na 1-2 godziny, gdy czas pracy rodziców się nakłada, są zawożone na dodatkowe treningi, do rodziny czy znajomych. W ostateczności – gdy są w odpowiednim wieku – zostają na chwilę same. Ten układ też ma swoje wady – mało wspólnie spędzanego czasu.

Wolny zawód

Edukacja domowa jest idealna dla ludzi, którzy uprawiają wolny zawód i w związku z tym często wyjeżdżają. Mogą wtedy dzieci zabrać ze sobą nie patrząc na ferie, zaległości i inne terminy. Jednak wolny zawód nie oznacza braku pracy – tu też trzeba swoje zrobić, ale zwykle osoby, które na to się decydują, są świetnie zorganizowane i potrafią zarządzać czasem w zadowalający wszystkich sposób. W tym układzie dzieci często są mocno zaangażowane w pracę rodziców, bo uczestniczą w niej na bieżąco.

Praca na część etatu

Taki układ sprawdza się, gdy dzieci są starsze i w miarę samodzielne, a rodzice bez obaw mogą je zostawić same w domu. Idealnie jest, jeśli jednak w tym czasie jest w pobliżu ktoś dorosły (dziadkowie, znajomi), którzy nie uczestniczą w procesie edukacji, ale są na wypadek jakichś awaryjnych sytuacji. Sama obecność znajomego dorosłego w tym samym budynku (nawet nie na tym samym piętrze) może pohamować nazbyt kreatywne pomysły dzieci… Część etatu realizowana przez 2,5 dnia zamiast codziennie, też jest jakimś sposobem i wymaga zorganizowania opieki na czas znacznie krótszy – jeśli znajdziemy drugą rodzinę ED w tym samym systemie, to możemy wymieniać się opieką nad dziećmi, co pozwala też na zorganizowanie różnych zajęć dla dzieci (każdy ma inne podejście), ale też generuje kolejne problemy, które należy przewidzieć wcześniej, aby być na ich rozwiązanie gotowym.

Duża pomoc rodziny

Jeśli mieszkamy w rodzinie wielopokoleniowej, a dziadkowie są na emeryturze, to mogą opiekować się dziećmi, a nawet w jakimś stopniu je uczyć. Wymaga to ogromnego ich zaangażowania, ale oznacza też, że świadomie wyrażamy zgodę na ich metody wychowawcze (zatem musimy się z nimi zgadzać) oraz dużą ingerencję w życie naszej rodziny.

Au pair

Zaproponowanie młodemu człowiekowi z innego kraju, aby przyjechał do naszego kraju i przez pewien czas stał się członkiem rodziny ma ten dodatkowy atut, że dziecko może się uczyć języka obcego od native speakera. Poznajemy też zwyczaje ludzi z innych krajów, nawiązujemy przyjaźnie.

Własna działalność gospodarcza

Wiara, że prowadząc własną działalność gospodarczą można jeszcze uczyć gromadkę dzieci wydaje mi się dość naiwna. Zakłada bowiem, że pracując na własny rachunek mamy mnóstwo czasu wolnego. Z moich obserwacji wynika, że ludzie, którzy mają własny biznes pracują raczej więcej niż mniej, więc jak między załatwianiem jednej a drugiej sprawy w urzędzie, banku, zusie, hurtowni mieliby wygospodarować czas dla dzieci? Chyba, że jest to biznes wyjątkowo mało wymagający (i sprowadza się do wolnego zawodu), albo pracujemy po nocy. Drugie rozwiązanie to nie jest jednak zdrowy układ i prędzej czy później trzeba będzie za niego zapłacić.

Rozwiązań – jak widać – jest kilka, a z pewnością nie wymieniłam wszystkich. Możliwe są też wszelkie kombinacje powyższych i przejścia od jednego układu do drugiego – każdy szuka takich rozwiązań, które są dla niego w danej sytuacji najlepsze, albowiem każdy orze jak może… Gadżetomama też 🙂

2 komentarzy w “Edukacja domowa i praca – jak to pogodzić?

  1. Ja marzę o edukacji domowej moich synów, ale wychowuję ich samodzielnie i to mi właściwie zamyka drogę do ED. Ile mogę, tyle przemycam na codzień, ale chłopcy niestety są w systemie i coraz gorzej wpływa to na nasze relacje. Ubolewam nad tym co noc, ale pomysłów na rozwiązanie na razie brak 🙁

Pozostaw odpowiedź F_A Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *