Bańki – wcale nie mydlane

29 Sty

Kiedy byłam mała, często chorowałam. Czasami mama, w akcie ostatniej desperacji, wzywała sąsiadkę i ta stawiała mi bańki. To było straszne przeżycie, mimo że sąsiadka robiła to bardzo sprawnie, jednak ten ogień na moich plecach – brrr! Byłam przekonana, że własnym dzieciom tego nie zrobię. Okazało się jednak, że bańki mogą się obyć bez tej całej ognistej otoczki, bo podciśnienie można uzyskać pompką. Kiedy najstarszy syn był mały, kupiłam taki komplet, potem jeszcze drugi (ten pierwszy miał dość felerne spotkanie z podłogą…), w sumie baniek mam ponad 20 i kiedy ktoś w mojej rodzinie zaczyna pokasływać, ma katar czy przedłużający się kaszel, to bańki wkraczają do akcji.
Bańki mają swoich zwolenników, którzy twierdzą, że wyciągnięcie krwi poza naczynia włosowate sprawia, że organizm traktuje ją jako obce białko i wytwarza więcej przeciwciał. Sprawia to, że dzięki ich obecności organizm lepiej sobie radzi z chorobą, dlatego też ważne jest postawienie baniek przy pierwszych objawach choroby.

Z kolei przeciwnicy twierdzą, że nie ma żadnego naukowego dowodu na skuteczność takiej metody. Może i nie ma, ale ostatnio wyczytałam takie stwierdzenie, że jeżeli jakaś metoda leczenia nie jest skuteczna, to prędzej czy później przestanie być stosowana. Tymczasem bańki stosowane są od setek lat, a stosowała je zarówno medycyna chińska, jak i arabska. Daje to do myślenia, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *