Lalka marzenie, czyli Kinga zwana Pysią

1 Wrz

Córcia rośnie – czas na lalkę z prawdziwego zdarzenia – pomyślałam. Nie grzechotko-zawieszkę, ale Lalę. Przez wielkie L. Taką, która będzie dzieckiem/mamusią/sprzedawczynią/kupującą/uczennicą/nauczycielką/lekarką… i jakie tam jeszcze role mała jej przydzieli. Weszłam do pewnego serwisu aukcyjnego i zaczęłam przeglądanie. A z każdą stroną ogarniało mnie coraz większe przerażenie… …bo lalki robią wszystko: mówią, śpiewają, sikają (i nie tylko), jedzą, pływają, płaczą, skaczą (no, może się rozpędziłam), ale przy tym są brzydkie i nie do kochania. Ze sztywnymi, nienaturalnymi twarzami. Małe manekiny. No nic na to nie poradzę, ale wydają mi się jakieś takie… I trzeba by mieć ich kilka (bo ta dzidziuś, a ta starsza, a ta…) i do tego “chcę więcej rzeczy” (kto czytał “Momo”, wie o czym piszę). W tej desperacji z zakupu zrezygnowałam. A raczej odłożyłam go na jakiś czas. Wtedy natrafiłam na stronę Lalinda i zakochałam się. Pani Agnieszka szyje lalki sama, są to lalki waldorfskie i każda jest uszyta z sercem.

Od maila do maila… i Kinga, czyli Pysia-Psotnisia przyjechała do naszego domu. Co moja córcia na to, zobaczymy w grudniu, bo lala ma być podchoinkowym prezentem, jednak ja mogę napisać już teraz kilka ciepłych słów.

Lala jest miękka. Materiał, z którego ją uszyto jest miły w dotyku, a wełna wypełniająca “wnętrze” lali sprawia, że ma się ochotę ją przytulić, idealnie układa się w ramionach i sprawia wrażenie (w przeciwieństwie do plastiku czy gumy) ciepłej. Buzia jest bardzo delikatna – bez trudu można sobie wyobrazić, że lala śpi. Kinga ma urocze piegi i zielone oczy. Zupełnie zaskoczył mnie sposób wszycia włosów – nitki są tak poprzewlekane, że pomiędzy nimi nie widać “skóry” głowy, a rudą fryzurę można zmieniać.  Lalka jest uszyta niezwykle starannie, podobnie ubranka (lale dostają wyprawkę) – nic nie sterczy, nie pruje się – po prostu perfekcyjne wykończenie każdego, nawet najdrobniejszego szczegółu. Lalka przyjechała w pudełku z wiórami, lawendą (powstrzymującą apetyt moli), bibułą i własną metryką (taką ze zdjęciem). Cena może się wydawać wysoka (zwłaszcza w porównaniu z “chińszczyzną”), ale jak otworzyłam pudełko, to stwierdziłam, że lalka jest warta każdej wydanej na nią złotówki. Jest po prostu cudowna i mam nadzieję, że dla mojej córeczki będzie ulubioną towarzyszką zabaw.

Więcej zdjęć (w pomniejszeniu pogarsza się ich jakość) na stronie. Ja uważam jednak, że i tak nie oddają w pełni jej urody 🙂

Jedyny problem mam z imieniem. Nie przepadam za imieniem Kinga, ale nie umiem inaczej o niej myśleć. Ona po prostu ma tak na imię…

 

4 komentarzy w “Lalka marzenie, czyli Kinga zwana Pysią

  1. Jestem pod wrazeniem takich lal:) Moja corcia dostala takowa przed kilkoma miesiacami. Uszyta zoetala przez nasza przyjaciolke i to jest chyba najlepszy prezent jaki dostala. Narazie lala lezy sobie w szafie.
    A – i nasza jeszcze jest bezimienna:)

  2. Hmm szczerze, to na tym zdjęciu twarzyczka lalki nie wygląda zachęcająco, ale lalka w całej okazałości na stronie p. Agnieszki już jak najbardziej tak! Widać, że jest bardzo dobrze wykonana, z dbałością o szczegóły i wygląda na taką milutką aż chce się ją przytulić! Wspaniały prezent pod choinką znajdzie córeczka w tym roku 🙂 Aż bym chciała wersję “chłopczykową” dla synka 😀

    • Próbowałam zmienić zdjęcie, ale to nic nie daje, bo ten materiał jest jakby prążkowany i przy zmniejszaniu robi się efekt “pasiastej koszuli w TV” 😉

Pozostaw odpowiedź Mama Ka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *