Kogo stać na dzieci?

12 Mar

Ostatnio na blogu Dzieciowo mi natknęłam się na pasjonującą dyskusję na temat tego, ile kosztuje dziecko i kogo stać na nie. Jako żywo przypomniała mi się równie burzliwa dyskusja z pl.soc.dzieci (ktoś jeszcze czyta grupy dyskusyjne?) sprzed iluś tam lat, w której poruszany był podobny temat. Tamta dyskusja zaczęła się od wypowiedzi jakiejś piosenkarki (jeszcze wtedy takie panie nazywane były piosenkarkami, bo przynajmniej starały się udawać, że śpiewają), ta dyskusja wzięła swój początek tutaj. Po co jednak o tym piszę?

Autorka wspomnianego bloga dość surowo rozprawiła się z również wspominanym artykułem. Surowo i dosadnie, bym powiedziała, ale jak najbardziej słusznie, nie będę więc już dokładała, zwłaszcza, że autorki komentarzy swoje też już wrzuciły. Chciałam się natomiast podzielić zupełnie inną myślą, jak mnie naszła, a mianowicie:

– inaczej kosztuje dziecko pierwsze, drugie (itd.),

– inaczej jedno po drugim, a inaczej kolejne po długiej przerwie,

– inaczej dziecko w dużej rodzinie, a inaczej takie, które jest jedyne w bliższej i dalszej rodzinie,

– inaczej w mieście, a inaczej na wsi,

– inaczej zdrowe, inaczej chore,

– ale wszystko zależy od nastawienia rodziców. A raczej matki.

Jeżeli matka uważa, że jej problemy z tarczycą, sercem, kręgosłupem to cena ciąży – pozwolę sobie z tym się nie zgodzić. Słabe zdrowie matki nie powinno się w to wliczać, bo najprawdopodobniej ujawniłoby się niezależnie od ciąży. Jeżeli mama ma fanaberie i ochotę na cud oliwki (i jeszcze ma wiarę w to, że działają…), kremy do smarowania rozstępów, to są jej fanaberie, a nie koszt ciąży. Jeżeli mama kocha gadżety – to jej sprawa, i tyle. Bo dziecko, moi mili, zaczyna tak naprawdę kosztować, kiedy idzie do szkoły: książki, plecak, ubrania, buty, rower, zajęcia dodatkowe – koszt nieporównywalnie większy z tym, co wydajemy na wózek, pieluchy czy badania w ciąży.

Powinien być jakiś morał, ale hmmm… chyba nie będzie.

Jeden komentarz w “Kogo stać na dzieci?

  1. No tak, trudno tu chyba dyskutowac…Z doswiadczenia jednak moge powiedziec, ze dziecko drugie po dluzszej (a nawet bardzo 🙂 ) przerwie moze “kosztowac” wiecej, bo to jakby bylo pierwsze i wtedy – pryznajmniej ja musialam w sumie kupic wszystko. Inaczej wyglada sprawa wlasnie z fanaberiami mamy, taty – czy rzeczywiscie musi byc wyprawka nowa? Wcale nie. Dlatego spacerowalam do sklepu z uzywana odzieza czy roznymi rzeczami dla malucha.
    …i tez moralu nie bedzie 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *